2006-12-28

Uroda, muzykalność i wdzięk mogą być objawem choroby

Nadwrażliwość dziecka na dźwięki, niezwykła gadatliwość i przyjacielskość wobec innych ludzi to najbardziej typowe cechy zespołu Williamsa, poważnego zaburzenia rozwoju o podłożu genetycznym. Dotyka ono jedno na 10 tysięcy dzieci. Prof. Małgorzata Krajewska-Walasek, genetyk kliniczny, która kieruje Zakładem Genetyki Medycznej w Instytucie "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka"  Warszawie, od wielu lat zajmuje się diagnozowaniem zespołu Williamsa.

 Jak podkreśla, osoby cierpiące na to schorzenie są niepełnosprawne intelektualnie i nie mogą samodzielnie egzystować. Bardzo rzadko zdarzają się chorzy na pograniczu normy intelektualnej, ale prof. Krajewska-Walasek w ciągu swojej 30-letniej praktyki diagnostycznej takiego dziecka nie spotkała.

Rozpoznanie tego schorzenia, podobnie jak innych genetycznych zaburzeń rozwoju, nie jest łatwe. "Trzeba mieć dużą wiedzę i doświadczenie, by na podstawie objawów zewnętrznych postawić wstępną diagnozę i zlecić odpowiednie badanie genetyczne" - wyjaśnia badaczka.

JAK ROZPOZNAĆ CHOROBĘ

U małego dziecka trudno rozpoznać zespół Williamsa, np. po rysach twarzy. Cierpiące na to schorzenie dzieci są przeważnie ładne, a przy tym robią wrażenie bardzo mądrych.

Jeśli więc zaburzeniu nie towarzyszą wady serca, hiperkalcemia (czyli podwyższone stężenie wapnia w surowicy krwi) lub zaburzenia w pracy nerek, to choroba może łatwo umknąć uwadze rodziców.

Znamiennym objawem, który może pomóc rodzicom wcześnie zwrócić uwagę na to schorzenie, jest fakt, że dzieci z zespołem Williamsa rozwijają się trudno i powoli. Do trzeciego roku życia są bardzo drobne, małe, kiepsko przybierają na wadze (normalnie niemowlę powinno przybierać 700 gramów na miesiąc). Zaczynają siadać i chodzić później niż zdrowe dzieci.

Ich chód jest bardzo charakterystyczny: dzieci te chodzą tak, jakby miały spętane kostki. Mogą też mieć kłopoty z wejściem na schody, z przejściem z gładkiej powierzchni na dywan lub trawnik. Te symptomy mogą ułatwić wczesne wykrycie zespołu Williamsa, ponieważ upośledzenie intelektualne do tych objawów dołącza się dopiero później.

Według prof. Krajewskiej-Walasek, typową cechą dzieci z zespołem Williamsa jest nadmierna wrażliwość na dźwięki. Bardzo lubią muzykę, ale też zbyt silnie reagują na hałas.

KOKTAILOWE DZIECI

Mali pacjenci mają też bardzo charakterystyczną osobowość - są nieprawdopodobnie gadatliwi, przyjacielscy. "Ich sposób bycia określa się w literaturze jako +koktailowy+". Gdy wchodzą do gabinetu, od razu dużo mówią. Człowiek jest nimi oczarowany, ponieważ używają wyszukanych wyrazów, mówią całymi zdaniami i są bardzo zainteresowane drugą osobą" - opisuje badaczka. Według niej, gadatliwość i płynność mowy (logorea) często maskują niepełnosprawność intelektualną tych dzieci i opóźniają wykrycie zaburzenia.

Dzieci z zespołem Williamsa mają kłopoty manualne, nie są zbyt zręczne, mają też nazbyt ruchome stawy. Często występują u nich przedwczesne objawy starzenia, np. luźna skóra. Jest to związane z utratą kawałka genu kodującego elastynę - białko tkanki łącznej, które zapewnia elastyczność skóry. Prof. Krajewska-Walasek obserwowała np. u kilkunastoletniej pacjentki zwiotczenie skóry tak duże, jak u kobiety po menopauzie.

Chorzy często mają problemy z drogami moczowymi, np. z pracą nerek oraz zwężenie zastawkowe aorty, a z wiekiem robią się otyli.

WAŻNA JEST REHABILITACJA

"Ważne jest jednak to, by rodzice wiedzieli, że w Polsce istnieją poradnie genetyczne, które potrafią diagnozować zespół Williamsa i inne zaburzenia rozwoju dziecka uwarunkowane genetycznie" - zaznacza prof. Małgorzata Krajewska-Walasek.

Z powodu zaburzeń ruchowych dzieci z zespołem Williamsa poddaje się rehabilitacji ruchowej. Ważna jest też praca z psychologiem.

W krajach lepiej rozwiniętych tworzy się dla tych chorych ośrodki, w których mieszkają po kilka osób razem z personelem i starają się żyć w miarę samodzielnie, bez rodziców. Ale w Polsce to jeszcze odległa przyszłość, uważa prof. Krajewska-Walasek.

Z reguły chorzy z tym zaburzeniem nie są zdolne do założenia rodziny i podjęcia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Badaczka zna jednak wyjątkowy przypadek, gdy pacjentka wyszła za mąż i urodziła dwójkę dzieci. Chora jest na pograniczu normy intelektualnej i prawdopodobnie ma bardzo mały ubytek DNA, który nie dał pełnoobjawowego zespołu Williamsa.

MAŁY UBYTEK DNA

Choroba jest spowodowana ubytkiem (tzw. mikrodelecją) materiału genetycznego na ramieniu długim chromosomu nr 7. Delecja obejmuje co najmniej kilkanaście genów, ostatnio coraz częściej mówi się, że powyżej 20. Rola niektórych utraconych genów jest już znana, ale funkcja innych wciąż jest przedmiotem badań.

Choroba dziedziczona jest w sposób dominujący, to znaczy, że ryzyko odziedziczenia jej u dziecka osoby chorej wynosi 50 procent.

Ubytek DNA jest na tyle mały, że nie można go wykryć za pomocą mikroskopu świetlnego, a dopiero za pomocą mikroskopu fluorescencyjnego. W tym celu trzeba wykonać nowoczesne badania, techniką tzw. hybrydyzacji in situ, nazywaną w skrócie FISH. Wykorzystuje się tu sondę, mały kawałek DNA, który ma taka samą sekwencję, jak tracony odcinek na chromosomie 7. "Jeżeli pacjent ma ubytek, sonda nie połączy się w danym miejscu chromosomu i nie świeci" - tłumaczy prof. Krajewska-Walasek.

Zespół Williamsa ma wprawdzie pewne wspólne spektrum objawów, ale każdy jego przypadek ma jednak inny przebieg. "Każdy jest inny" - zaznacza badaczka. Jest to związane z tym, że rozmiary delecji DNA mogą być różne, ale dodatkowy wpływ odgrywają tu różnice w genach regulujących, dziedziczonych po rodzicach, a także wpływ środowiska.

PAP - Nauka w Polsce, Joanna Morga

29 lipca 2005


Łukasz nastolatek z zespołem Wil­liamsa.
Studium przypadku.
Fragmenty W 1961 roku nowozelandzki specjalista od chorób serca J. C. P. Williams zauważył, że pewna grupa jego młodych pacjentów wykazuje szereg wspólnych cech. Oprócz dolegliwości sercowo-naczyniowych dzieci te miały charakterystyczne rysy baśniowych elfów (zadarty nos, mały podbródek, wady zgryzu), a także wydawały się być osobami z upośledzeniem umysłowym. Wśród objawów kardiologicznych najczęstsze były szmery sercowe i zwężenie głównych naczyń krwionośnych. Tych pacjentów Williams zakwalifikował do jednej grupy i opisał na podstawie ich dolegliwości nową jednostkę chorobową nazwaną zespołem Williamsa.
...
Łukasz cechuje się dużą wrażliwością na dźwięki i jest muzykalny. Potrafi po odgłosie pracy silnika pojazdu okre­ślić jaki pojazd przejechał za oknem (marka).

Fragmenty zaczerpniete z pracy dyplomowej autorstwa:
Wiesława Baszanowska, Zbigniew Olszowy, Łukasz Wasiniewski

"Łukasz nastolatek z zespołem Wil­liamsa. Studium przypadku"
Chojnice 2004
Praca napisana pod kierunkiem
mgr Danieli Baran



MASAŻ NIEMOWLĘCY
Zmysł dotyku jest najlepiej rozwiniętym
zmysłem niemowlęcia.


Zwalczajmy przemoc wobec dziecka



"Narodziny bez przemocy"

Bardzo mało mówi się o przeżyciach przychodzącego na świat człowieka .

Wielka radość z faktu narodzin tak angażuje rodziców że nie zastanawiają się nad odczuciami samego dziecka , ono samo nie potrafi jeszcze mówić, a więc nie może nam opowiedzieć o swoich wrażeniach.

Ale czy aby na pewno ?


Kiedy cudzoziemiec, ktoś nie mówiący tym samym językiem, co ja,
bierze przez pomyłkę do ust łyk parzącego napoju,
widzę oto, jak wygłasza najbardziej elokwentne przemówienie:
nagle cały się otrząsa i pluje gwałtownie;
zaczyna wymachiwać rękami jak szalony;
wywraca oczami pełnymi łez i wykrzywia twarz.
Choćby pochodził z Chin, Afganistanu lub Turcji, a więc z kraju, którego języka nie znam, rozumiem go doskonale:
Ten człowiek mówi,
nie, krzyczy: "Sparzyłem się! Och, co za ból!"
A przecież któż bardziej cierpi i głośniej krzyczy niż właśnie niemowlę.
Czy naprawdę dziecko przychodzące na świat nie mówi?
Spójrzcie tylko.
Czy potrzebny tu komentarz?
To tragiczne czoło, te otwarte w krzyku usta,
zamknięte oczy, zaciśnięte kurczowo powieki,
dłonie tragiczne, wyciągnięte w błagalnym pełnym rozpaczy geście.
ciało całe w spazmach i drgawkach...
Czy rzeczywiście dziecko przychodzące na świat nie umie mówić?
Całym swoim jestestwem protestuje, wyje:
"Nie! Nie dotykać mnie! Zostawcie mnie! Zostawcie!"
i jednocześnie błaga:
"Ratunku! Pomóżcie mi!"

Tak opisuje doznania dziecka w swojej książce "Narodziny bez przemocy"
lekarz położnik Frédérik Leboyer , prekursor nowego spojrzenia na jakość narodzin dziecka

Noworodek przybywa do nowego świata dźwięków , zapachów i świateł , które są głośne , ostre i oślepiające .
Dziecko jest przerażone agresywnymi działaniami
Zaraz po odcięciu pępowiny, dziecko zaczyna się dusić, walczy o życie i wciąga powietrze, które pali jego drogi oddechowe.
Jakieś ręce go dotykają i przewracają jak rybę na targowisku , a przecież
jego kręgosłup poczuł dopiero co to jest ciężar ciała . .
Strach i cierpienie.

Czy jednak to jedyny sposób poznania tego świata ?

Osobą, która rzuciła nowe światło na znaczenie porodu był Frederick Leboyer.
Jego metody są zupełnie inne.

Dziecko po opuszczeniu ciała matki zostaje delikatnie położone na jej brzuchu . Przez tętniącą jeszcze pępowinę otrzymuje potrzebny mu tlen i powoli zaczyna poznawać nowy sposób oddychania , czemu towarzyszy seria dziwnych odgłosów , które nie przypominają w niczym krzyku przerażenia.



Dłonie podtrzymujące dziecko w kąpieli czują wkrótce, jak małe ciało rozpręża się całkowicie.
Pozostałości lęku, usztywnienia, napięcia roztapiają się teraz
niby śnieg w promieniach słonecznych.
Wszystko, co w tym niemowlęcym ciele było jeszcze niespokojne, zakrzepłe, zablokowane,
zaczyna żyć, tańczyć.
I oto cud: dziecko otwiera szeroko oczy.
To pierwsze spojrzenie jest niezapomniane.
Ogromne, pełne powagi, intensywne, głębokie spojrzenie mówi:
"Gdzie jestem? Co się ze mną stało?"
Wyczuwamy w tych oczach takie skupienie uwagi, taką obecność, takie zdziwienie, tyle pytań, że jesteśmy tym głęboko poruszeni.
Widzimy (jakby cała rzecz nie była sama w sobie oczywista!), że narodziny nie tylko nie stanowią początku,
lecz że są momentem przejścia.
I że istota, która na nas patrzy, która zadaje wzrokiem pytania, "była" już od dawna."


Na podstawie książki Frédéricka Leboyer: "Narodziny bez przemocy
opracowała Sylwia Bieńkowska

Frederick Leboyer był pierwszym lekarzem zwalczającym głęboko zakorzenione
przekonania na temat braku świadomości u noworodka.
Jego pionierskie prace na temat porodu, w tym Narodziny bez przemocy, na zawsze zrewolucjonizowały sposoby opieki prenatalnej.
Emerytowany lekarz położnik, którzy brał udział w ponad 10.000 urodzeń,
jest absolwentem University of Paris School of Medicine , gdzie pełnił funkcję Szefa Kliniki.

Shantala - Masaż niemowląt



Jego zainteresowanie opieką nad noworodkiem zaowocowało badaniami
nad starohinduską sztuką masażu niemowląt.
W swojej książce "Loving Hands - tradycyjna sztuka masażu dzieci" opisuje
jak podczas pobytu w Indiach nauczył się od kobiety o imieniu Shantala , tej sztuki.








Regularne masowanie dziecka 3-4 razy w tygodniu daje następujące korzyści:

· pomaga w uregulowaniu snu
· poprawia trawienie
· wycisza, uspokaja
· podnosi świadomość własnego ciała, jego granic; w ten sposób wzmaga poczucie bezpieczeństwa
· poprawia i wzmaga więzi z rodzicem



Zaproszenie na kurs masażu
Masaż niemowląt i dzieci metodą Shantala to wyjątkowy podarunek dla Twojego dziecka.